• notojade

Jadę sobie przez Francję czyli z Poitiers przez Angouleme do Bordeaux



(18 - 19 sierpnia 2021, 250 km) Środa zaczęła się kiepsko. Spałem źle, nie chciało mi się pakować i nawet pyszności, które przygotowałem sobie na śniadania nie pomogły. W końcu zebrałem się do drogi i przy okazji odkryłem, że mój hotel miał chyba najmniejsza windę na świecie. Była ciasna jak trumna i musiałem wciągnąć brzuch, żeby drzwi się domknęły 🤪.



Rano centrum Poitiers wyglądało tak samo ślicznie jak wczoraj, ale to wcale nie poprawiło mi nastroju.



Po wyjeździe z miasta zorientowałem się, że nie zapakowałem bananów ☹️. Niby drobiazg, ale teraz już wyraźnie czułem, że to nie jest mój dzień. Wszystko było w zasadzie ok: pogoda kolarska bo chmury i kilkanaście stopni, kondycja w porządku, rower jechał bez zarzutu. Po prostu nic mi się nie chciało. Co chwila robiłem postoje. Albo żeby kupić ciastko w cukierni. Albo żeby pozbierać trochę jeżyn, które w dużych ilościach rosną tu przy polnych drogach. No i tak cały dzień. Trasa się dłużyła, chociaż widoki były sielskie.



Jedyne co mi pomagało tego dnia to telefon. Chyba połowę drogi gadałem. Trochę w sprawach zawodowych, trochę prywatnie. W końcu jakoś dojechałem do prywatnej kwatery w Angouleme, której gospodarz nie znał słowa po angielsku! Był jednak bardzo życzliwy i trochę na migi a trochę Google translatorem wszystko ustaliliśmy 😎 To był chyba najkrótszy wieczór na całej wyprawie. Wziąłem prysznic, zjadłem i zasnąłem nie wiem kiedy.

We czwartek dopiero budzik zmusił mnie do wstania. Chyba naprawdę poprzedni dzień był kryzysowy, bo spałem jak kamień. Gospodarz zaprosił mnie na francuskie śniadanie, które składa się z kawy (ja piję herbatę co budzi tu powszechne zdziwienie), soku pomarańczowego i croissantów z masłem albo dżemem. Zjadam to co rano i zastanawiam się jak oni mają energię do życia po takim postnym śniadanku 😀



Etap z Angouleme do Bordeaux był mocno pagorkowaty, widoki były więc naprawdę piękne. Pogoda jak w poprzednich dniach, typowo rowerowa, chociaż rano przez jakiś czas musiałem jechać w mżawce.





Tego dnia zachwycielm się cudowną ścieżką rowerową, która powstała na nasypie dawnej kolei w okolicach Barbezieux. Jechałem tak ponad 20 kilometrów i było naprawdę genialnie. Ale godzinę później na jakiejś lokalnej ścieżce rowerowej wpadłem w taką dziurę, że po raz pierwszy na tej wyprawie złapałem gumę. Trochę pozłorzeczyłem na francuski standard ścieżek i zabrałem się za naprawę koła.



Po szybkim serwisie pomknąłem na południe. Im bliżej Bordeaux tym więcej rzek i wody wokół mnie. Przekroczyłem szeroką Dordogne okazałym mostem. Potem jeszcze 20 kilometrów fajnej jazdy i następna wielka rzeka Garonne. I znowu efektowny most, który spina oba brzegi i wprowadza mnie do miasta. Bordeaux zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Piękne miasto, położone nad wodą.



Centrum przypominało mi trochę Barcelonę. Na koniec jeszcze miła niespodzianka, w hotelu gdzie miałem rezerwację był problem z moim pokojem i zaproponowali mi nocleg w tej samej cenie w sąsiednim hotelu wyższej kategorii. Dzięki temu wieczór w Bordeaux spędziłem w wielkiej wannie 🔥😀👍