• notojade

Przez Czechy i Morawy pod austriacką granicę czyli dzień drugi!

Zaktualizowano: 15 gru 2018

Niedziela - Pobudka z samego rana, szybkie śniadanie i ruszam. Niedzielny poranek oznacza, że jadę absolutnie pustymi drogami. Pogoda jest idealna: słońce i poranny chłód. Warto ujechać teraz jak najdalej, bo potem może być gorąco. Trasę nawiguję aplikacją mapy.cz i jedzie mi się naprawdę komfortowo.




Boczne drogi, niezłe nawierzchnie, piękne widoki. Po godzinie nieplanowany postój – wzdłuż drogi szpaler drzew obwieszonych czereśniami. Tego nie da się odpuścić: napycham się na zapas, jeszcze tylko pamiątkowa fotka pysznych czeskich czereśni i w drogę.


Te czereśnie zapamiętam na zawsze. Po kilku godzinach na rowerze naprawdę smakowały

Ostatnie kilometry przed Brnem niezbyt przyjemne – muszę jechać główną drogą, wokół mnóstwo aut, w tym sporo ciężarówek. W końcu po 6 godzinach i 113 kilometrach dojeżdżam do Brna. Duże miasto wielkości naszego Wrocławia, ale nie takie ładne. Sporo ścieżek rowerowych.


Wjazd do Brna nie zrobił wielkiego wrażenia, ale samo miasto jest OK

Objeżdżam na rowerze centrum i na obiad wybieram fajną knajpkę w samym centrum. Obsługa nie ma nic przeciwko wprowadzeniu roweru do środka. Teraz czas na czeski posiłek regeneracyjny ;)


Czeski posiłek regeneracyjny zdrożonego wędrowca ;)

Z Brna wyjeżdżam bardzo komfortową trasą rowerową w kierunku Austrii i 3 godziny później dojeżdżam do Hrusovan koło granicy. Teraz wielkie żarcie, kąpiel, pranie ciuchów i spanie. Nocuję w malutkim prywatnym pensjonacie. Jestem tu jedynym gościem więc właściciele poświęcają mi sporo uwagi. Na wejściu proponują butelkę wina. Odmawiam :) Potem proponują coś do jedzenia – nie odmawiam ;)


Kwaterę znalazłem przez Airbnb i po raz kolejny przekonałem się, że to naprawdę dobry sposób na niedrogi i fajny nocleg. Ale o moich doświadczeniach z rowerowymi noclegami zrobię kiedyś osobny wpis.


Podsumowanie dnia: 163 kilometry, 1735 m przewyższeń, średnia prędkość 21 km/h.