• notojade

Z Paryża przez Orlean i Tours do Poitiers

Zaktualizowano: sie 20



(15 - 17 sierpnia 2021, 352 km) Przerwa w Paryżu to był naprawdę świetny pomysł. Po dwóch tygodniach jazdy non stop takie dwa dni luzu okazały się idealne. Poza tym spotkanie z Jolą, Julią i Mają bylo dla nas wszystkich wielkim wydarzeniem. Zwiedzaliśmy miasto, zaliczaliśmy kolejne knajpy i nagadaliśmy się za wszystkie czasy. Wprawdzie nie jeździłem przez te dwa dni, ale akcenty rowerowe oczywiście musiały być.



Woda, którą kupowaliśmy w okoliczny sklepie okazała się oficjalnym napojem tegorocznego Tour de France, a w cukierni kupiłem sobie słynne ciastko Paris-Brest wymyślone w 1910 roku na cześć wyścigu kolarskiego Paris-Brest-Paris. Wygląda jak koło roweru i ma środku pyszny krem 😎




W niedzielę rano moje wakacje od roweru się skończyły i po śniadaniu ruszyłem do Orleanu. Pierwsze kilometry przez Paryż były jak lekcja historii i geografii: Pola Elizejskie, Sekwana, katedra Notre Dame, Sorbona. Potem jazda wygodnymi ścieżkami przez przedmieścia i wreszcie wyjazd poza aglomerację paryską. Upał zrobił się niemiłosierny, na szczęście ruch samochodów był raczej umiarkowany. Po dwóch odcinkach ruchliwej drogi nawigacja poprowadziła mnie bocznymi asfaltami wśród pól i jechało się całkiem przyjemnie.

Moim prawdziwym problemem okazało się słońce. Po kilku godzinach jazdy na udach pojawiły się pęcherze od oparzenia słonecznego i jak się okazało krem z filtrem UV50 nic nie pomógł. W końcu jakoś dojechałem i zameldowałem się w małym hoteliku w samym centrum Orleanu.



A więc śniadanie zjadłem jeszcze w Paryżu nad Sekwaną, a kolację (w fajnej indyjskiej knajpce) już nad Loarą, w pełnym zabytków Orleanie.



Poniedziałek powitał mnie całkowitą zmianą pogody. Po niedzielnym upale nie było śladu. 15 stopni i ciężkie chmury nad Orleanem ucieszyły moje poparzone słońcem nogi, ale jazda w deszczu to nie było moje największe marzenie.



Na ten dzień zaplanowałem jazdę wzdłuż Loary międzynarodową trasą rowerową Euro Velo 3, którą nazywają tu Le Scandiberique bo łączy Skandynawię z półwyspem Iberyjskim.



No i jechało się doskonale albo wygodną ścieżką na wale przeciwpowodziowym wzdłuż rzeki, albo pustymi drogami wśród pól. Po porannych deszczach, około południa pogoda trochę się poprawiła i mogłem zdjąć kurtkę przeciwdeszczową. Późnym popołudniem kiedy kończyłem moja trasę w ładnym miescie Tours, zrobiło się nawet pogodnie. Tym razem w nagrodę zjadłem wielkiego burgera z frytkami. Jak zawsze wynająłem pokój w małym hoteliku w centrum i po krótkim spacerze po starówce poszedłem spać.



Tu ważna uwaga techniczna. Podczas moich wypraw zawsze staram się spać w centrach miast. Mam dzięki temu frajdę, że wjeżdżam na rowerze do samego środka miasta. Tylko wyjątkowo decyduję się na noclegi na obrzeżach miast.



Wtorek był inny niż poprzednie dni, ponieważ na popołudnie miałem zaplanowane posiedzenie Zarządu Dolnośląskiego Związku Kolarskiego i musiałem tak wyliczyć czas, żeby dojechać do hotelu przed 16 i spokojnie połączyć się przez internet. Postanowiłem więc wyruszyć jak najszybciej. Właściciel hotelu jak usłyszał, że chce ruszyć o 6 to złapał się za głowę i zaproponował wyjazd o 7. Jego obecność była konieczna bo musiał mi wydać rower z zamykanego schowka. No i rzeczywiście spotkaliśmy się z samego rana, ale miły pan otworzył mi tylko magazyn i powiedział, że musi iść jeszcze spać. Takie mają życie w tej Francji :)



Trasa z Tours do Poitiers okazała się wyjątkowo przyjemna: spokojne asfalty wśród pól i lasów, urocze wsie i miasteczka po drodze. No po prostu rowerowa sielanka. Do tego idealna kolarska pogoda czyli chmury ale bez deszczu i 17 stopni. Wiatr słaby i z boku więc nie przeszkadzał za bardzo.



W ten sposób, mijając po drodze kilka pięknych zamków i pałaców dotarłem do mojego hotelu w Poitiers i... odbiłem się od drzwi. Na recepcji nikogo i kartka, że czynne od 15. A ja chciałem być wcześniej żeby spokojnie przygotować się na spotkanie online. Ale nie ma tego złego, wykorzystałem niespodziewany wolny czas na zakupy w pobliskim spożywczaku.



Teraz z siatką pełną smakołyków, po szybkim prysznicu, mogę prowadzić posiedzenie Zarządu. To ciekawe jak pandemia Civid 19 zmieniła nasze nawyki. Kiedyś taki zarząd online byłby wielkim wydarzeniem. Teraz to zwyczajna procedura i nikogo nie dziwi.



Najedzony idę spać i zbieram siły żeby we czwartek dojechać do Bordeaux.