• notojade

3000 kilometrów za mną czyli z Vitorii przez Burgos do Valladolid



(23 - 24 sierpnia 2021, 262 km)

Z Vitorii wyjeżdżam ostrym podjazdem, który szybko wyprowadza mnie z miasta w piękne góry. Krajobraz robi wrażenie, droga wije się malowniczo.


Po mniej więcej dwóch godzinach nawigacja kieruje mnie na główną drogę N1 Irun - Madryt.


Początkowo niezbyt podoba mi się ten pomysł, ale okazuje się, że cały ciężki ruch jest na równoległej autostradzie, którą widzę albo słyszę co kilka kilometrów. Mam więc do dyspozycji szeroką szosę z ogromnym i wygodnym poboczem.


Co kilka - kilkanaście kilometrów mijam wsie lub miasteczka. Do niektórych wjeżdżam. Czasami żeby coś zjeść 😎 albo po colę. Czasami tylko z ciekawości. Fajnie tak pooglądać życie innych.



Mam tego dnia do pokonania dwa duże podjazdy. Kiedy uporałem się z drugim, pozostał mi wygodny zjazd do Burgos. Wjeżdżam na starówkę i późnym popołudniem melduję się w hotelu. Jazda główną drogą mimo wszystko trochę mnie zmęczyła, ale wieczorem zasypiam przekonany, że to był bardzo dobry poniedziałek 😀



Wtorkowy poranek w Burgos zaskakuje mnie przenikliwym zimnem. Okazuje się, że po południu może będzie upał, ale rano jest 12 - 13 stopni. Ubieram się więc na cebulę i ruszam w kierunku Valladolid.


Tym razem trasa wiedzie malowniczymi i niezbyt ruchliwymi drogami. Oprócz porannego zimna natura mi tym razem sprzyja. Jest mocny wiatr z północnego wschodu, więc jedzie się lżej. No i trasa ma oprócz kilku podjazdów, fantastyczne i długie odcinki z góry, gdzie bez trudu rozpędzam się do 70 kilometrów na godzinę.


Około południa robi się bardzo gorąco i cały zestaw ciepłych rzeczy razem z buffem i rękawiczkami ląduje w sakwie. Teraz dla odmiany smażę się w słońcu. Na podjazdach przy 34 stopniach wylewam z siebie siódme poty.


Przez większą część tego dnia jeżdżę wzdłuż pól albo pokonuję wzgórza. Okolica jest na tyle słabo zaludniona, że po raz pierwszy od wyjazdu z Polski mam odcinki bez zasięgu telefonu komórkowego. Malowniczą trasę kończę znowu - tym razem prawie 15-kilomemteowym - zjazdem do Valladolid.


Śpię w samym centrum przy pięknej zabytkowej katedrze. Swoją drogą, tyle zabytków mijam w Hiszpanii, że już powoli obojętnieję. Chociaż zarówno Burgos jak i Valladolid zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie.

Dzisiejszy odcinek był ważny bo przekroczyłem 3000 kilometrów od startu z Wrocławia. Teraz już naprawdę czuję, że jestem coraz bliżej finału mojej podróży.