top of page
  • notojade

Z Wrocławia do Australii w 28 godzin


Nikomu nie polecam takiej długiej podróży. Bo nie dość, że 28 godzin, 3 przesiadki, to jeszcze wielka różnica czasu. Między Wrocławiem a Darwin jest 7 i pół godziny! Tak, bardzo mnie bawi to pół godziny. Spotykam się z tym pierwszy raz🙂

Wszystko zaczęło się na wrocławskim lotnisku, gdzie gładko i bez zbędnych formalności odprawiłem rower i zapakowałem się do samolotu do Warszawy. Tam po godzinnej przerwie wsiadłem w samolot do Kataru. Potem kolejne półtorej godziny przerwy na lotnisku w Dosze i start najdłuższego lotu do Indonezji, a dokładnie na. Bali. Ten odcinek trwał ponad 10 godzin. Ale podróżowało się bardzo przyjemnie, bo samolot był bardzo komfortowy, jedzenie zaskakująco dobre, a na dokładkę można było połączyć się za darmo z internetem.

Najdłuższa przerwa czekała mnie na lotnisku Denpasar na Bali. Ale okazało się, że te 4 godziny lokalni biurokraci bardzo ładnie mi zagospodarowali. Dlaczego? Otóż musiałem przejść tam pełną wjazdową kontrolę graniczną i celną, kupić wizę i odebrać rower. I po takiej godzinnej zabawie, wjechałem piętro wyżej do hali odlotów, żeby powtórzyć procedurę. Także nudy na Bali nie było😎

Z Indonezji do Australi lecę dużo mniejszym samolotem w standardzie naszych europejskich tanich linii. Na szczęście to tylko 2 i pół godziny. Lądowanie w Darwin o 2 w nocy kończy lotniczy etap mojej podróży.

Teraz jeszcze formalności wjazdowe. Wiza jest darmowa i uprawnia do przebywania tu przez 3 miesiące. Muszę też wypełnić bardzo sszczegółową eklarację wizową, bo do Australii nie wolno prawie niczego wozić. A już szczególnie jedzenia!


Wjazd do Australii okazał się jednak bajecznie prosty. Formalności trwały zaledwie kilka minut. Potem jeszcze składanie roweru i moją rowerową przygodę zacząłem od wschodu słońca w Darwin😎

Samo miasto wygląda raczej sennie. Mało ludzi, niewiele samochodów, ogromny upał i tropikalna przyroda.

W salonie Telstry kupiłem już australijski internet, także jeśli tylko będzie zasieg, mogę na bieżąco nadawać relacje. To zdecydowanie najlepsza sieć w tym kraju. Za 100 GB internetu i pakiet połączeń na miesiąc zapłaciłem 67 dolarów australijskich.

Śpię w malutkim bungalowie na przedmieściach Darwin. Jest całkiem wygodnie, bo mam do dyspozycji zacieniony taras i basen moich gospodarzy. To jest tutaj podstawowe wyposażenie każdego domu. Wszyscy siedzą popołudniamy w cieniu albo moczą się w wodzie😝

Byłem dzisiaj na plaży, która jest nawet ładna, ale ze znaku, jaki stoi przy wejściu wynika, że lepiej tam nie wchodzić. Dlaczego? Bo na plażach północnej Australii rządzą krokodyle, a w wodzie pływają niebezpieczne meduzy - stingery. Spotkanie ze stingerem to w najlepszym wariancie poparzenie, chociaż często kończy się to śmiercią. No tu już wiadomo, dlaczego nie kąpałem się dzisiaj w morzu😎

U moich gospodarzy też mam tropikalne atrakcje. W toalecie wisi napis ostrzegający przed zielonymi ropuchami, które lubią sobie posiedzieć w muszli klozetowej.

No i mam tu dwumetrowego węża😎 Moja gospodyni uprzejmie mnie poinformowała, że kiedy będę szedł do łazienki albo na basen, to muszę patrzeć pod nogi, bo w ogrodzie rezyduje ogromny wąż i lepiej go nie nadepnąć. No i faktycznie, po południu miałem przyjemność spotkać Pana Węża, który nienadepnięty okazał się zupełnie nieszkodliwy😜

A na koniec ciekawostka dla moich kolarskich przyjaciół. Odwiedziłem dziś tor kolarski w Darwin. Fajny obiekt. Tym różni się od naszych, że jest otwarty dla wszystkich. Jeśli masz ochotę na torowe szaleństwa, po po prostu otwierasz furtkę i jeździsz. Ja miałem ochotę i trochę sobie pojeździłem 😍👍🚲



1 Comment


marek92
Sep 13, 2023

mnie zawsze przerażają te podróże samolotem

Like
bottom of page