top of page

Odra-Nysa (3) Bałtyk!


28.07.2023 Guben/Gubin – Cedynia (163 kilometry)

Po noclegu w Gubinie zaczynamy kolejny etap naszej podróży. Tym razem leje od rana i jest naprawdę chłodno. Przed nami 163 kilometry do Cedyni.

Najpierw dojeżdżamy do ujścia Nysy Łużyckiej do Odry. Teraz jedziemy wzdłuż naprawdę szerokiej rzeki. Jest kompletnie pusto i co kilka kilometrów mijamy pasące się nad Odrą wielkie stada owiec.

Na naszej trasie jest  teraz Eisenhüttenstadt. Samo miasto robi całkiem przyjemne wrażenie, w przeciwieństwie do ruin huty żelaza, od której miasto wzięło swoją nazwę. Postindustrialny krajobraz z wielkimi kominami nad samą rzeką wygląda jak scenografia jakiegoś filmu katastroficznego. Na szczęście deszcz przestaje padać i te ponure miejsca oglądamy w pięknym słońcu.

Niestety przed Frankfurtem nas Odrą znowu zaczyna padać i przez miasto jedziemy w deszczu. Trasa prowadzi z reguły wygodnymi ścieżkami rowerowymi, chociaż w centrum Frankfurtu jest trochę kostki i kilka niespodziewanych objazdów.

Po 140 kilometrach dojeżdżamy do pięknego XIX-wiecznego mostu Europabrücke. Został zburzony w 1945 roku i odbudowano go dopiero w 2022 roku. Jego stalowa konstrukcja wygląda majestatycznie i służy teraz pieszym i rowerzystom.

Ale my pozostajemy jeszcze po niemieckiej stronie rzeki i dopiero w Hohenwutzen przekraczamy Odrę. Teraz 8 kilometrów piękną rowerową ścieżką do Cedyni, gdzie nocujemy w stylowym hotelu Klasztor Cedynia. Nazwa nie jest przypadkowa, to naprawdę stary klasztor, a z okien naszego pokoju mamy piękny widok na dolinę Odry.


29.07.2023 Cedynia – Ueckermünde (173 kilometry)

Po wczesnym śniadaniu w hotelu-klasztorze wskakujemy na rowery. Po drodze jeszcze szybkie zakupy w lokalnym sklepiku i wracamy z Cedyni do Hohenwutzen, gdzie kontynuujemy naszą jazdę wzdłuż Odry.

Nareszcie nie pada i połykamy kolejne kilometry wzdłuż rzeki. Na drodze widzimy sporo rozbitych muszli małży. Od innych turystów dowiadujemy się, że ptaki łowią w Odrze te małże a następnie zrzucają je z wysokości na asfaltową drogę, żeby muszla pękła i ptak mógł zjeść zawartość. Natura jest jednak bezwzględna!

W pięknym słońcu dojeżdżamy do Schwedt, gdzie robimy sobie krótki postój i zaraz za miastem wjeżdżamy do Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Tu zupełnie nie widać śladów cywilizacji. Rozlewiska Odry, ogromne puste przestrzenie i kompletny brak ludzi to coś naprawdę niezwykłego. Tym bardziej, że jesteśmy jakieś 150 kilometrów od ogromnego Berlina.

Słoneczna sielanka nie trwa jednak zbyt długo i gdy dojeżdżamy do pięknego miasteczka Gartz rozpętuje się burza. Tym razem mamy dobry pomysł na jej przeczekanie – pakujemy się do lokalnej knajpy i przeczekujemy ulewę przy lodach i zimnych napojach. A oprócz burzy jest jeszcze jedna okazja – mam dzisiaj urodziny i jakoś trzeba to uczcić.

Kiedy burza mija – kończymy urodzinowe lody i ruszamy w kierunku Löcnitz. To miasteczko znane z medialnych relacji, bo stało się ulubionym miejscem Polaków ze Szczecina, którzy kupują tu tanie domy i mieszkania. Ale szczerze mówiąc, z rowerowego siodełka, Löcknitz nie robi jakiegoś wielkiego wrażenie. Ot, zwykłe i trochę puste miasto, jakich w Brandenburgii i Meklemburgii jest całkiem sporo.

Dzień kończymy w Ueckermünde nad Zalewem Szczecińskim. Śpimy w pięknym hoteliku w samym rynku, a w lokalnej pizzerii kontynuujemy do późnego wieczora świętowanie moich urodzin.


30.07.2023 Ueckermünde – Świnoujście (77 kilometrów)

Z Ueckermünde ruszamy wcześnie rano, żeby mieć odpowiednią rezerwę czasu, bo mamy bardzo napięty harmonogram. Musimy dwa razy popłynąć promem i zdążyć na popołudniowy pociąg do Wrocławia.

Dojazd do pierwszego promu, który zawiezie nas na wyspę Uznam okazuje się nie tylko malowniczy, ale także zaskakuje nas nawierzchnią – jedziemy wąską szutrową drogą, po grobli a wokół tylko woda i szuwary. W końcu docieramy do Kamp i odnajdujemy prom. Pierwszy poranny rejs jest za pół godziny, więc spokojnie kupujemy bilety i pakujemy się na łajbę. Zaskakują nas trzy rzeczy: bilety kosztują nas aż 25 euro, chociaż mamy do przepłynięcia jakieś 500 metrów, rejs trwa 7 minut i sam prom jest… elektryczny. Może dodatkowo płatna jest atrakcja w postaci ruin przedwojennego mostu bramowego 😉

Po kosztownych siedmiu minutach lądujemy w Karnin na wyspie Uznam i rozpoczynamy jazdę w kierunku morza. I tu czeka nas kolejne zaskoczenie. Ta wyspa jest górzysta! Co chwila mamy krótkie, ale całkiem ostre, podjazdy i zjazdy.

Tyle, że my czujemy już wielki finał i nic nie powstrzyma nas przed triumfalnym dojazdem do Bałtyku. I rzeczywiście, wczesnym popołudniem dojeżdżamy do Heringsdorf, gdzie pakujemy się z naszymi rowerami na plażę. Teraz czas na pamiątkowe zdjęcia i filmik. Jest radość i zasuwamy dalej, bo trzeba jeszcze dojechać do Polski.

Teraz trasa prowadzi cały czas wzdłuż nadmorskiej plaży. Chwilami jest tłoczno, czasami robi się pusto. Mijamy  Ahlbeck i dojeżdżamy do tablicy granicznej pomiędzy Polską a Niemcami. Kolejne pamiątkowe zdjęcia, a Romek nagrywa tu pamiątkowy filmik dla mieszkańców Wałbrzycha.

Świnoujście miło zaskakuje – wcale nie widać różnicy między tym polskim kurortem a nadmorskimi miasteczkami po niemieckiej stronie. Tu w nagrodę kupujemy sobie wielkie lody i jedziemy na prom, żeby przepłynąć na wyspę Wolin, bo stamtąd odjeżdża pociąg do Wrocławia. Nie możemy niestety skorzystać z nowego tunelu, ponieważ jest tam zakaz jazdy na rowerach.

Na dworcu kolejowym w Świnoujściu meldujemy się godzinę przed odjazdem pociągu.  A sam pociąg okazał się zaskakująco tani i komfortowy. Za niecałe 90 złotych od osoby jedziemy do Wrocławia. Wagon jest czysty i wygodny. Dobry nastrój psuje tylko spóźnienie. Ale cóż. Nie zawsze wszystko jest idealnie.

Za to sama trasa Odra – Nysa jest absolutnie genialna. Bezpieczna, wygodna, malownicza i gorąco polecam taką kilkudniową wycieczkę każdemu rowerzyście. Nie rozczarujecie się!

 

Comments


bottom of page