• notojade

Wyprawa do krainy Amiszów

Zaktualizowano: 5 lip



Czwartek, 23 czerwca 2022

We czwartek wcześnie rano, po szybkim śniadaniu żegnam się z moimi gospodarzami i ruszam.


Jeszcze ostatnie zdjęcie z Alexem i Inką, wychodzę z domu i... zaczyna lać. I to ostro. Ale jestem ubrany na wariant "mocny deszcz" więc nie wymiękam. Okolica jest pagórkowata, ale po kilkunastu kilometrach robi się ciężko. No bo leje jak z cebra, a podjazdy są naprawdę strome. W końcu chowam się pod daszek przy jakimś kościele i przeczekuję najgorszy deszcz. Teraz jestem gotowy na podjazdy, a nawet chętny na jazdę pod górę, bo jestem trochę przemoczony i zmarznięty. Nic lepiej nie rozgrzewa niż dobra górka 😎.


Kiedy dojeżdżam do granicy hrabstwa Lancaster deszcz mija i podróżuję teraz w optymalnych warunkach: 23 stopnie, chmury, zero wiatru.

Po kilkunastu minutach mija mnie jadący z naprzeciwka mały konny powozik, którym jedzie dwóch mężczyzn w kapeluszach i niebieskich koszulach.

To Amisze, wspólnota religijna żyjąca na tym terenie od XVIII wieku. Nie uznają wielu współczesnych wynalazków, w tym elektryczności i samochodów.

Im bliżej miasta Lancaster, gdzie mam nocleg, tym częściej mijam charakterystyczne powozy.



Najdziwniejsze jest to, że konne zaprzęgi jeżdżą głównymi drogami razem z autami, które muszą grzecznie zwalniać i czekać na okazję do wyprzedzenia.


Najbardziej jednak zdziwiłem się pod centrum handlowym w New Holland, gdzie zajechałem żeby kupić sobie coś do jedzenia. No więc okazało się, że pod hipermarketem jest parking dla aut i parking dla wozów Amiszów, a nawet specjalna wiata dla koni.


Cały ten widok jest dla mnie dosyć kontrowersyjny. Bo z jednej strony bardzo konserwatywni Amisze podjeżdżają pod market powozami, po czym wypakowują zakupy w plastikowych reklamówkach do tych tradycyjnych powozów. Na pewno jednak ten widok jest bardzo egzotyczny i na długo pozostanie w mojej pamieci.


Na nocleg zajeżdżam do Toma, który oprócz tego, że wynajmuje pokoje turystom, jest też lokalnym przewodnikiem. Pogadaliśmy trochę o rowerach, muzyce, mieście i Amiszach, ale rozmowa szybko zeszła na temat wojny na Ukrainie, bo okazało się, że mój gospodarz jest świetnie zorientowany w bieżących wydarzeniach. Było mi naprawdę miło usłyszeć, od obcego człowieka na drugim końcu świata, jak dobrze postrzegają Polskę za zaangażowanie w pomoc dla Ukrainy 😍.


Ten nocleg miał jeszcze jedną zaletę: do mojej dyspozycji w pokoju był cały zestaw batonów energetycznych, którymi raczyłem się do woli.

Po ciężkim dniu w deszczu i w górach, miło było zasnąć w takim gościnnym domu.