top of page

Ucieczka od zimy czyli wielki powrót do Tajlandii

  • notojade
  • 9 paź
  • 4 minut(y) czytania

GRUDZIEŃ 2024 - STYCZEŃ 2025

ree

Pomysł na wspólną rowerową wyprawę do Azji Południowo-Wschodniej pojawił się jeszcze latem. Perspektywa słońca, ciepłego klimatu i egzotycznych krajobrazów była zbyt kusząca, by się jej oprzeć, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej europejskiej zimy!


Dlaczego akurat Tajlandia? 

To proste! Byłem tu już dwa razy i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to chyba najbardziej przyjazny rowerzystom kraj w Azji, a być może i na świecie! 🏆 Do tego dochodzi fantastyczny klimat, pyszne jedzenie, uśmiechnięci ludzie i ta ogólna atmosfera swobody, która sprawia, że każda przejażdżka to czysta przyjemność. Idealna ucieczka od szarej polskiej zimy! Magda, z którą pojechałam, do tej pory podróżowała rowerem tylko po Europie, więc pierwszy wyjazd na inny kontynent musiał być strzałem w dziesiątkę.


Pakowanie, bilety i zasady przewozu rowerów ✈️📦

Kiedy decyzja zapadła, przyszedł czas na logistykę. Tym razem postawiliśmy na linie lotnicze Qatar Airways. Dlaczego akurat Katar? Bo, podobnie jak Emirates, oferują przewóz roweru w cenie bagażu! To nieoceniona zaleta dla nas rowerzystów. W teorii wystarczy spakować rower w karton, który nie może ważyć więcej niż 30 kg, a jego łączny wymiar (długość + szerokość + wysokość) nie może przekraczać 300 cm. Nadajesz go zamiast zwykłej walizki i odbierasz na miejscu. Brzmi prosto, prawda?

ree

Monachijski sprint i Phuket: rowery zostają w tyle! 🏃‍♀️💨

Nasza podróż zaczęła się obiecująco na lotnisku we Wrocławiu – profesjonalna odprawa i optymistyczne nastroje. Wsiedliśmy do samolotu pełni ekscytacji! Niestety, dość szybko okazało się, że teoria to jedno, a praktyka na lotnisku to drugie...

W Monachium czekała nas przesiadka, na którą mieliśmy bardzo mało czasu. Szybko zorientowaliśmy się, że musimy dosłownie biegać! Prawdziwy sprint przez terminal, szukanie odpowiedniej bramki, stres... Cudem zdążyliśmy! Samolot do Phuket był już pełny i czekał na grupkę spóźnionych pasażerów z Polski – nie byliśmy jedynymi ofiarami "niepunktualności" Lufthansy. Ulga, że jesteśmy na pokładzie, była ogromna!

Jednak radość była dość krótka. Po wylądowaniu na bajecznym Phuket szybko dotarła do nas informacja: my dotarliśmy, ale nasze rowery niestety zostały w Monachium! 😱 Zamiast od razu ruszyć w drogę, musieliśmy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na nasze rumaki.



Phuket: Przymusowa oaza relaksu i "dzielone" bagaże 🏝️🍝

Czekanie na rowery, które trwało ponad dobę, początkowo było irytujące, ale szybko okazało się mieć swoje dobre strony! Ten dodatkowy, "nieplanowany" dzień na Phuket dał nam szansę na spokojne poznanie tej bardzo modnej i turystycznej tajskiej wyspy.

Phuket to prawdziwy raj:

  • Piękne plaże z lazurową wodą 🏖️

  • Fantastyczne jedzenie, które rozpieszczało nasze kubki smakowe 😋

  • Bardzo sympatyczni mieszkańcy, którzy sprawili, że od razu poczuliśmy się mile widziani.

  • Doskonała infrastruktura turystyczna.

Fakt, że jest tu troszkę drożej niż w innych, bardziej "lokalnych" zakątkach Tajlandii, które znam, ale mimo to, ten przymusowy postój był naprawdę bardzo miły i pełen relaksu. Ten dodatkowy dzień, spędzony na "nic nie robieniu", pozwolił nam na aklimatyzację i naładowanie baterii przed właściwą wyprawą.

A kiedy rowery w końcu dotarły, okazało się, że nawet to nie mogło być takie proste! Choć były to bagaże z tej samej rezerwacji, nasz transport odbywał się w ratach. Jeden rower przyleciał w południe, a drugi... po południu! 😅 Musieliśmy czekać na dwóch różnych kurierów, którzy dwoma osobnymi samochodami dostarczyli nasze "odrębne przesyłki". Ale tak czy inaczej, najważniejsze, że nasze dwukołowe rumaki były w końcu na miejscu!


Start na dwóch kółkach i dwie perspektywy na szlaku 🏞️🌸

Rowery w końcu z nami! Poskładaliśmy je i pełni energii i optymizmu ruszyliśmy z Phuket na kontynentalną część Tajlandii. Nasz cel? Bangkok, gdzie chcemy dotrzeć w ciągu około dwóch tygodni. Planujemy robić kilkadziesiąt kilometrów dziennie, bez sztywnego harmonogramu, po prostu ciesząc się drogą i tym, co nas spotka. Chcemy trochę poczuć górki i lokalne klimaty, a jazda na rowerach po tym fantastycznym kraju to po prostu czysta przyjemność.

Już teraz widać, jak inaczej postrzegamy ten Tajlandię. Ja, będąc tu po raz trzeci, mam już swoje utarte ścieżki i nawyki, często skupiam się na drodze i... psach 🐕 (zawsze jest ten lęk, że któryś pogoni rowerzystę, choć dzisiaj były spokojne!). Magda natomiast widzi Tajlandię zupełnie innymi oczami. Jej okrzyki: "Rafał, zobacz! Tam takie kwiatki, które u nas w kwiaciarni kosztują miliony monet!" 🌸, czy dostrzeganie wszystkich kotów wzdłuż drogi 🐈, przypominają mi o pięknie detali, które łatwo przegapić w pędzie. Jej spojrzenie wnosi zupełnie nową jakość do tej wyprawy.



Królestwo smaków: Tajlandia smakiem stoi! 😋💸

A skoro mowa o smakach... muszę Wam powiedzieć, że jedzenie w Tajlandii to jest absolutny hit! To jeden z najważniejszych elementów tej wyprawy. Jest fantastyczne, super smaczne i do tego... bajecznie tanie!

  • Ceny, które kuszą: Dobry, sycący obiad można zjeść za jedyne 10-12 złotych! Świeże, pyszne owoce kosztują zaledwie 5-7 złotych! Przy takich cenach, aż chce się jeść i próbować wszystkiego!

  • Przydrożne smoothie: Wyobraźcie sobie: stajecie przy przydrożnym straganie z owocami, wybieracie mango, marakuję, dragon fruit – co tylko chcecie! A pani za równowartość pięciu i pół, sześciu złotych robi Wam świeże, pyszne smoothie. Bez żadnych dodatków, po prostu świeże owoce. To jest fenomen!

  • Filozofia "zero żeli": Za każdym razem, kiedy jadę do Tajlandii, nie zabieram żadnych żeli, batonów ani innych energetycznych przekąsek. Biorę tylko trochę wody z izotonikiem, tak na wszelki wypadek. Całą resztę kupuje się na bieżąco na przydrożnych straganach albo w sklepikach.

  • Seven Eleven – Fenomen Tajlandii: A skoro mowa o sklepikach – są tu tak samo popularne jak nasze Żabki, tylko większe i lepiej zaopatrzone. Mówię oczywiście o Seven Eleven! To jest prawdziwy fenomen Tajlandii – są tu dosłownie wszędzie, odgrywają bardzo ważną rolę i każdy turysta na pewno je doskonale zna. Ale o Seven Eleven zrobimy odrębny wpis, bo zasługują na to!

ree

Co dalej?

Sumując: udało się dolecieć na Phuket, odzyskać i poskręcać rowery No i dzisiaj przejechaliśmy już nasz pierwszy, króciutki odcinek! Mam nadzieję, że kolejne dni będą coraz ciekawsze, coraz fajniejsze i… jeszcze smaczniejsze.


ree

Komentarze


NO
to

jadę 

o nas.jpg
No to jadę!

No to jadę! - niby takie proste, a tak trudno zbieramy się do drogi! Kiedy jednak już wsiądziemy na rower i rzeczywiście pojedziemy w siną dal dzieją się rzeczy fantastyczne.

 

Nazywam się Rafał Jurkowlaniec. W życiu przejechałem już wiele km na rowerze i co najważniejsze nie mam dość!

 

Read More

 

Chcesz być na bieżąco?
Subskrybuj!
  • White Facebook Icon
  • Youtube
  • Spotify

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

bottom of page