Z Wrocławia do Triestu
- notojade
- 23 maj 2022
- 6 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 maj 2022

Tej wyprawy miało nie być. To znaczy miał być wyjazd, ale tygodniowy i w trzyosobowej grupie szlakiem Odra - Nysa, ze startem w Czechach i metą w Świnoujściu. Tyle, że dzień przed startem moi towarzysze się pochorowali. Jeden wylądował nawet w szpitalu, a ja zostałem z wolnym tygodniem i mocnym postanowieniem "no to jadę". Szybko zweryfikowałem plany, sprawdziłem skąd w południowej Europie szybko wrócę Flixbusem albo Ryanairem i padło na Triest we Włoszech. Do tygodniowego wymiaru pasował idealnie: niecały tysiąc kilometrów, sporo atrakcji po drodze i fajna prognoza pogody na najbliższe dni.


Niedziela 15 maja 2022
Wroclaw - Długopole Zdrój, 136 km
Pierwszy dzień zawsze jest wyjątkowy i tak było tym razem. Wyjątkowy, bo są emocje, pytania czy sprzęt będzie ok, czy nogi będą miały moc, czy pogoda dopisze, a co z wiatrem? Do tego ta adrenalina, że ruszasz na rowerze z domu i codziennie jedziesz dalej i dalej.
No więc niedziela była perfekcyjna. Pogoda - kolarski ideał, moc w nogach 100% i mnóstwo kolarzy, których spotkałem tego dnia na dolnośląskich drogach. Tu naprawdę jeździ się genialnie.

Najpierw trasa do Sobótki, potem objazd Śleży, dalej Dzierżoniów i dzikie Góry Sowie. Przejazd przez Góry Bardzkie to zabawa z odcinkami żwirowymi. To może trochę wolniejszy wariant niż szosa, ale taki szlak daje mnóstwo frajdy. Końcówka niedzieli to przejazd przez Kotlinę Kłodzką (i Kłodzko rzecz jasna😎) do Długopola Zdrój. Bardzo widokowa trasa i niezłe asfalty.
Ten odcinek udało mi się pokonać nie zahaczając o drogę krajową nr 8, która jest zatłoczona i niebezpieczna. Było może trochę naokoło, ale jechało się doskonale.
Nocleg w domu wczasowym Aleksander był ok. Tanio i skromnie, ale pokój był porządny i czysty, a śniadanie nazajutrz okazało się bardzo smaczne.


Poniedziałek 16 maja 2022
Długopole-Zdrój - Brno, 141 km
Drugi dzień zaczynam od śniadania i wizyty w pobliskim (50 metrów) Parku Zdrojowym, gdzie raczę się fantastyczną wodą mineralną. Napełniam też wszystkie bidony i ruszam na południe. Pogoda jest doskonała. Zaraz za Długopolem zaczyna się wspinaczka. Przejazd przez Kamieńczyk prowadzi ostro w górę, a wieńczy go naprawdę trudny podjazd na turystyczne przejście graniczne Petrovicky-Mladkov. Trzeba jakoś pokonać te 16%, ale widoki na Kotlinę Kłodzką są fantastyczne. Kiedyś jeździłem rowerem przez drogowe przejście w Boboszowie, teraz już zawsze będę wybierał ten wariant.

Po czeskiej stronie trasa prowadzi niezłymi bocznymi drogami. Ruch niewielki, widoki ładne. Ludzie mili, gdy kończy mi się picie w bidonach zajeżdżam pod jakiś dom na wsi i bez problemu dostaję świeżą wodę. Drogę urozmaicają znaki z nazwami miejscowości, które zawsze mnie bawią. Jedna z nich ROUBANINA ROUBANSKA tak mnie zdziwiła, że poprosiłem starego znajomego Mariusza Szczygła - specjalistę od wszystkiego co Czeskie, żeby wyjaśnił mi o co tu chodzi :) Wyjaśnienie trochę uspokoiło moją rozszalałą wyobraźnię. Według Mariusza nazwa pochodzi ze staroczeskiego i oznacza polanę, na której rąbało się drewno 😀
30 kilometrów przed Brnem muszę wjechać na ruchliwą i wąska drogę pełną TIRów. To był najmniej przyjemny odcinek całej wyprawy do Włoch. Przez około 20 km jadę bez komfortu, za to z dużą ilością samochodów. Na szczęście przed Brnem znowu jazda robi się przyjemna i dzień kończę w uroczym hoteliku w samym centrum Starego Brna.


Wtorek 17 maja 2022
Brno - Wiedeń, 143 km
Po wczorajszej pięknej pogodzie nie ma ani śladu. Od rana pada, a kilka kilometrów od hotelu łapie mnie oberwanie chmury. Na szczęście znajduję jakąś wiatę przy placu zabaw, gdzie spędzam uroczą godzinkę. Jak tylko deszcz robi się znośny ruszam dalej. Wyjazd z Brna do Wiednia jest bardzo komfortowy.

Najpierw wygodne ścieżki wzdłuż wody, potem bardzo przyjemne boczne drogi. Niestety co jakiś czas lekki deszczyk zamienia się w ulewę a ja robię sobie wtedy przymusowy postój. Ostatni taki niespodziewany postój wypada przed granicą, więc odwiedzam lokalną knajpkę i zamawiam kultowy smaźeny syr.
Granicę z Austrią przekraczam na turystycznym przejściu Novy Prerov - Alt Prerau. Lubię takie miejsca: pusto, tylko pola i kapliczka na samej granicy. No i jedna tablica z informacją, że jesteśmy w innym kraju.

Po austriackiej stronie mam więcej szczęścia. Deszcz prawie nie przeszkadza, a trasa jest bardzo komfortowa. Nawet jeśli fragmentami nie jadę ścieżką rowerową tylko boczną drogą - kierowcy są bardzo uprzejmi i czuję się tam bardzo bezpiecznie. To ogromną zmiana w porównaniu z kierowcami u nas i w Czechach.
Do przedmieść Wiednia dojeżdżam prostą i gładką jak stół ścieżką rowerową. Potem jeszcze przejazd przez centrum, obowiązkowa wizyta w knajpie na Wiener Schnitzel i melduję się w hotelu.


Środa 18 mają 2022
Wiedeń - Pinkafeld, 117 km
Jednodniowe załamanie pogody już za mną i z Wiednia wyruszam przy pięknym słońcu. Kieruję się na południe. Na ten dzień planuję dojechać do niewielkiego miasteczka Pinkafeld, które leży na starym szlaku handlowym z Wiednia do Triestu.
Sam wyjazd ze stolicy Austrii jest dosyć ruchliwy, ale po kilkunastu kilometrach wjeżdżam na szlak Thermenradweg i jadę bardzo komfortowo.

Asfaltowa ścieżka prowadzi wzdłuż rzeki, a po drodze mijam nie lada atrakcję hydrotechniczną, czyli most rzeki nad drugą płynącą niżej rzeką. Wygląda to tak niesamowicie, że zsiadam z roweru i kręcę filmik. Za Wiener Neustadt teren robi się coraz bardziej pofałdowany. Przez ponad 20 kilometrów jadę wspólnie z Josefem, lokalnym kolarzem, który w ramach swojego treningu daje mi dzielnie koło. To był chyba najszybszy odcinek od wyjazdu z Wrocławia. To są jednak plusy jazdy w towarzystwie.
Dzień kończę 10-kilometrowym podjazdem, który nie przekracza na szczęście 10% ale potem do samego Pinkafeld mam już tylko z góry. Czyli kolarska nagroda na zakończenie świetnego dnia. W Pinkafeld śpię w hotelu w samym rynku.


Czwartek 19 mają 2022
Pinkafeld - Maribor, 127 km
Trasa z Pinkafeld w kierunku Słowenii prowadzi uroczymi bocznymi drogami przez spokojne wsie i miasteczka. Jest trochę podjazdów, ale można jechać w niezłym tempie.

W jednym z takich miasteczek - Burgau zauważyłem na rynku samoobsługowe stanowisko do serwisowania rowerów. Postanowiłem skorzystać z okazji i dopompować koła w moim Specu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że cały ten elegancki zestaw serwisowy jest "made in Poland", bo produkuje to firma Ibombo z Leszna. Mamy trochę ich stanowisk we Wrocławiu, więc było naprawdę miło zobaczyć coś swojskiego.
Po kolejnej rundzie góra - dół, dojeżdżam do granicznej rzeki Mur. W miejscu, gdzie nawigacja każe przekroczyć granicę słoweńską nie ma jednak mostu. Jest za to prom, tyle że stoi po drugiej stronie rzeki. Okazało się, że wystarczy nacisnąć przycisk i prom płynie po nas. Cała operacja trwała może 5 minut i wylądowałem w Słowenii. A prom miałem tylko dla siebie, bo byłem jedynym pasażerem😁
W Słowenii wracam do twardej rzeczywistości. Po kilku kilometrach kończy się ścieżka rowerowa i dzielę drogę z samochodami, a kierowcy są tutaj zupełnie jak nasi. Jest szybko, ostro i trzeba się pilnować. Ale rowerzystów jest tam sporo. Na drogach jest też dużo czytelnych znaków informujących kierowców o dużym ruchu rowerowym.

Przed Mariborem zaliczam bardzo ciężki podjazd, ale ze wspaniałymi widokami w nagrodę. Potem już tylko szybki zjazd i nocuję w Mariborze. Byłem tu już kiedyś na rowerze, gdy jechałem z Wrocławia do Chorwacji. Bardzo ładne miejsce, warto się tu zatrzymać.


Piątek 20 maja 2022
Maribor - Lublana, 138 km
Trasa z Mariboru do Lublany to prosta historia. Najpierw 60 łatwych kilometrów do trzeciego co do wielkości miasta w Słowenii czyli do Celje, potem wspinaczka z 200 na 600 metrów nad poziomem morza i na koniec jakieś 40 kilometrów zjazdu do Lublany.

Niby proste, ale w pełnym słońcu i upale chwilami było ciężko. Słońce paliło tak mocno, że po drodze kupiłem sobie letnie rękawiczki bo miałem poparzone dłonie.
W Celje zjadłem też najlepsze lody w życiu. Były genialne i na pewno wrócę tam kiedyś na kolejną porcję. Moc tych lodów przydała się na długie kilometry w mocnym słońcu.
Po tej długiej wspinaczce i zjeździe sam wjazd do Lublany trochę zaskakuje. Mijamy znak i... dalej jesteśmy na wsi :) Bliżej centrum wygląda to już lepiej, a samo centrum jest całkiem urokliwe. Nie da się jednak ukryć, że to chyba najbardziej kameralna stolica w jakiej byłem.
Za to śpię w hotelu o światowej nazwie "Meksiko" ;)


Sobota 21 mają 2022
Lublana - Triest, 103 km
Ostatni dzień zaczynam wcześnie. Chcę dojechać na tyle szybko, żeby mieć więcej czasu na zwiedzanie Triestu.
Ale najpierw przejażdżka po stolicy Słowenii, która w sobotni poranek zrobiła na mnie dużo lepsze wrażenie niż w piątek. Centrum miasta, piękny Park Tivoli i pierwsze otwarte kawiarnie tworzą naprawdę niezły klimat.

Potem już jazda w kierunku Włoch. Schemat podobny jak dzień wcześniej. Najpierw płaskie 20 kilometrów, potem jazda w górki i na koniec zjazd z ponad 600 metrów na poziom morza.
Niedaleko granicy z Włochami spotykam dwóch podróżników. W tę samą stronę co ja jedzie Michael z Frankfurtu, który chce dotrzeć do Wenecji. W przeciwną stronę zmierza samotny rowerzysta, który jest w drodze z Hiszpanii do Indii. Uwielbiam takie spotkania na trasie. Jest o czym pogadać :)
Odcinek górski był tego dnia naprawdę piękny. Widoki były niesamowite a i ruch na drogach okazał się stosunkowo niewielki. 25 kilometrów przed metą trasa osiąga swój najwyższy punkt, czyli ok 670 metrów n.p.m. Od tego momentu jest już tylko z góry. Najpierw jakieś 10 km do granicy, a potem już po włoskiej stronie mkniemy z góry do Triestu. Taki finałowy zjazd to świetne zwieńczenie wyprawy, chociaż niektóre odcinki na wjeździe do miasta musiałem pokonywać na pełnym hamowaniu.
Potem jeszcze rundka po portowej i najbardziej eleganckiej części miasta.
W nagrodę za ten tydzień na siodełku funduję sobie wieczorną ucztę ze spaghetti i pizzą i w niedzielny ranek wracam autobusem do Polski.
To tyle świeżych wrażeń, które spisuję na gorąco w autobusie do Wrocławia. Już w domu opiszę i wrzucę na bloga wszystkie kwestie techniczne, czyli sprzęt, planowanie trasy, koszty, ubezpieczenie itd.

Dziękuję wrocławskiej firmie Immotion https://immotion.pl/ za przygotowanie mojego Specialized Diverge do tej wyprawy 😊



Bài viết đọc dễ hiểu và phần giải thích khá rõ ràng, cảm ơn bạn đã chia sẻ. Mình cũng hay theo dõi thống kê XSMB mỗi ngày để xem xu hướng nên tiện tay gom lại thành một trang tổng hợp cho dễ tra cứu. Ai cần số liệu cập nhật theo ngày thì ghé xem thử https://tokemonkey.com/Soicauxsmbpro
Bardzo zgrabna wyprawa!